sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 20

Umarłam...
Trafiłam do nieba,do mamy i taty.Laura wiedziała o Namrof,bo sama miała swojego "aktywnego" demona.Ona przeżyła,a jej demon zginął razem z moim...i ze mną.Moje "życie" teraz jest w końcu piękne,bo jestem razem z nimi.






*Dziękuje,że byliście ze mną w tym opowiadaniu.*

czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział 19

2 grudzień,niedziela.
Nie mam siły na nic.Namrof powoli zabiera mi wszystko...


5 grudzień,środa
Czy jeżeli odejdę z Namrof to rodzice mi wybaczą?


6 grudzień,czwartek MIKOŁAJKI
Czyli mama miała rację!Wiedziała,że moje życie będzie w końcu piękne.Siedziałam sobie w swoim pokoju,kiedy nagle wpadła tam Laura.
-Co ty tu robisz?
-Są Mikołajki,więc oto twój prezent.
Zobaczyłam pięknie zapakowane,kwadratowe pudełko.Wzięłam je i odłożyłam na łóżko,by podarować Laurze jej podarunek.Wtedy usłyszałam nie słyszany już od dawna głos Namrof...
-A teraz czas dokończyć mój plan.
Po sekundzie usłyszałam krzyk Laury.Skuliła się,klęczała i zapała się za brzuch.Szybko do niej podbiegłam.
-Laura...Laura,co co się dzięje?!
Wtedy zaczęła się dusić.
-Nie...nie proszę.
Widziałam jakby Laura chciała mi coś powiedzieć,ale przez ból nie dawała rady.Ostatnie co usłyszałam,jak Laura krzyknęła przez łzy:
-Namrof,przegrałaś!
Potem nie było już nic.

wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział 18

30 listopad,czwartek
Laura nie odzywa się do mnie od tej sytuacji z Namrof.Boję się,że straciłam właśnie jedyną przyjaciółkę.


1 grudzień,sobota.
Dzisiaj wpadłam w taką wściekłość,że dostałam karę na tydzień i przez dwie godziny siedziałam u psychologa.Wszystko oczywiście przez Namrof.Wiedziała,że tylko myśl o tym,że po normalnej śmierci będe mogła być z rodzicami trzyma mnie przy życiu,więc mój demon postanowił zabrać mi jedyną rzecz jaka mi po nich została.Mianowicie artykuł z dnia pożaru.Wiem,że  to ona,bo pokazałam mi miejsce gdzie to zabrała.Ten obraz był piękny.Obłędny raj.Pokusa pójścia tam była taka silna,że się rozpłakałam,że jeżeli tam pójdę,nie wrócę już do świata żywych.Wtedy Namrof zniknęła wraz z obrazem i moją własnością.Zaczęłam krzyczeć by tu wracała,żeby mnie nie zostawiała.Najwidoczniej gdy demon zniknął,zniknęła też bariera niesłyszalności.Pani uznała,że to może być schizofrenia i wysłała mnie do psychologa.Super,teraz każdy uważa,że mam chorobę psychiczną.Mam przez tydzień siedzieć w Domu Dziecka,bo pani ma sprawdzić,czy nie będę miała kolejnego ataku.To znaczy,że ominą mnie klasowe Mikołajki.Nie przeproszę Laury i nie dam jej prezentu.Moje życie na prawdę jest bez sensu.

wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział 16

25 listopad,sobota
Jutro ma przyjść do mnie Laura.Mówiła,że ma mi dużo do powiedzenia o Mayi.Mam tylko nadzieję,że Namrof tego nie zepsuje.


26 listopad,niedziela
Rozmowa z Laurą była dość ciekawa.Dowiedziałam się,że jej mama ma stały kontakt z Mayą.Była przez 6 miesięcy na odwyku od alkoholu i narkotyków.Teraz wraca na prostą.Nadal jest z Cameronem co ucieszyło mnie najbardziej,bo zdążyłam go poznać i jest rewelacyjny.Laura powiedziała też,że podsłuchała ostatnią rozmowę mamy z Mayą i jeżeli dobrze zrozumiała to Maya jest w ciąży.Cieszę się,że jej się wszystko układa.Szkoda,że tego wszystkiego nie dowiedziałam się od niej bądź od Camerona,tylko od właściwie obcej mi osoby.

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 14

21 listopad,wtorek
Za wypracowanie,którego oczywiście nie miałam dostałam 1.Bo przecież człowiek z Domu Dziecka mógł napisać przepiękne opowiadanie o rodzinie.Żałosne.Molly Evens,która dołączyła do naszej klasy z innego domy dziecka popłakała się czytając swoją pracę.Ona nigdy nie zobaczyła swoich rodziców,a praca była o tym jak ich sobie wyobraża.Podczas słuchania jej wypracowania męczyło mnie jedno pytanie:Kto ma gorzej?Ci,którzy byli ze swoimi rodzicami i zdążyli ich poznać i pokochać czy ci,którzy nie mieli takiej okazji? Do tej pory nie znalazłam na to pytanie odpowiedzi.

czwartek, 14 stycznia 2016

Rozdział 17

27 listopad,poniedziałek
Dzisiaj w szkole wybieraliśmy się na Mikołajki.Na szczęście Laura podeszła do mnie i pierwsza zaproponowała,że kupimy sobie coś nawzajem.Wybrać coś do 20 dolarów,dla mnie to pestka.Gorzej,że nie wiem co ja chce dostać.


28 listopad,wtorek
Dawno nie pisałam o Namrof,a to dlatego,że przez te dwa dni jakby jej nie było,ale wróciła dzisiaj.Jak zwykle prowokując mnie.Szłam właśnie szkolnym korytarzem na lekcje matematyki,kiedy w głowie usłyszałam jej głos: "Zrobiłabym dzisiaj coś złego."
-Nawet o tym nie myśl...
-Pierwsza zasada,nie dyskutujemy z Namrof.
Kolejny atak bólu.Za każdym razem był coraz mocniejszy,dłuższy i obejmujący większą partię ciała.Kiedy ból ustał,a ja podniosłam wzrok zobaczyłam idącą naprzeciw mnie Laurę.Namrof już miała przygotowany plan.Czułam to,a w głowie widziałam jej złowieszczy uśmiech.
-Hej Melanie,co tam?
-Było lepiej dopóki nie przyszłaś.
Nienawidzę Namrof...
-Ym.Wybrałaś sobie już jakiś prezent na Mikołajki?
-Tsa...bo ja nie mam nic ciekawszego do roboty.
-Nie wiem,tylko miałyśmy iść dzisiaj do sklepu coś wybrać.
-A dobra,daj mi już spokój.Spadaj stąd.
-Pa.Melanie
Laura odeszła,a ja pobiegłam do łazienki i się rozpłakałam.
-I co jesteś z siebie zadowolona?!
-Nie do końca.
Te słowa mnie zdziwiły,przecież ona mną sterowała,mogła pokierować tą sytuacją jak tylko mogła.
-Jak to nie do końca?
-Po prostu coś mi w niej nie pasuje.Miała zareagować inaczej.
Czyżby Laura wiedziała coś o demonach?Szybko odrzuciłam tą myśl,bo co niby słodka i skromna trzynastolatka miałaby wiedzieć cokolwiek o takich rzeczach.

Rozdział 13

20 listopada,poniedziałek
Namrof przywitała mnie z samego rana jedną uwagą.która okazała się dość pożyteczna.
-Radziłabym nie brać róży do szkoły/
-Dlaczego?
-No chyba,że chcesz,żeby demony wszystkich,którzy ją zobaczą,dotknął czy poczują zleciały za Ziemięo uśmierciły po kolei każdą osobę.
Chyba sprawiłoby to jej radość,bo na jej idealną twarz wrócił złowieszczy uśmiech.
-Może się tak stać?
-Jedno pstryknięcie moimi palcami i już.
-Dobra,dobra.Róża zostaje.
W głowie miałam plan by być miła i nie dać się sprowokować.Namrof może się w końcu znudzi i zostawi mnie w spokoju.

wtorek, 12 stycznia 2016

Rozdział 12

19 listopad,niedziela
Nie wiem jakim sposobem znalazłam się z powrotem w Domu Dziecka.Miałam nadzieje,że to co przydarzyło się wczoraj było tylko złym snem.Niestety tak się nie stało.
-Ale ten ośrodek jest beznadziejny.
Serce podskoczyło mi do gardła.Była tam,stała  lustrze w łazience.
-Spoko,nikt nas nie usłyszy.Jesteśmy tylko ty i ja.
Dzisiaj wyglądała tak samo,tylko wczorajsze rozpuszczone włosy,dzisiaj miała związane w koński ogon.
-Jak mogę cię nazywać?
Nie mam pojęcia czemu zadałam to,a nie inne pytanie.Miałam całkowitą pustkę w głowie.
 -Namrof.
-Demony mają dziwne imiona.
-To twoje nazwisko czytane od tyłu.Demony biorą imię swojego sobowtóra.Ja wybrałam nazwisko bo masz beznadziejne imię.
Miło.Usłyszałam jak wychowawczyni woła młodzież do wyjścia do kościoła.Już miałam wychodzić z łazienki,ale zauważyłam w oczach Namrof coś czego nie widziałam przedtem.Strach.
-Nie idziemy do kościoła.
Zdecydowanie powiedziała to z przerażeniem w głosie.Nie miałam pojęcia,że demony mogą odczuwać coś takiego jak strach.
-Czemu?
-Chyba nie jesteś taka głupia,żeby nie wiedzieć tego,iż demony nienawidzą kościoła.Chciałam zadać kolejne pytanie,ale zobaczyłam tylko jak Namrof podnosi rękę,a potem czułam już tylko ból.Mocniejszy niż ostatnio.
-Nie idziemy do kościoła,jasne?
Mogła w tej chwili mnie wykończyć,ale nie robiła tego.Wolała,abym cierpiała mocno i powoli.
-Ja...jasne.
Ulga nastąpiła od razu.Namrof zniknęła,a ja po złapaniu oddechu i uspokojeniu się wróciłam do pokoju.Serce znowu zabiło mi mocniej,gdy wchodząc do sypialni zobaczyłam na parapecie niebieską różę w malutkiej donniczce.
-Ja ją tu przyniosłam?
-Nie,to ta mała.Mówiła,że to upuściłaś.
-Dove?
-No tak.
O nie.Nie.Tylko nie Dove.Popędziłam z powrotem do łazienki.Stanęłam przed lustrem,ale zobaczyłam swoje naturalne odbicie.
-Namrof?
Nic.Jak mam przywołać ją do siebie?
-Namrof,proszę.
Pojawiła się.Nawet na to nie liczyłam,ale jednak udało się.
-Czego chcesz?
-Dove podniosła różę...
-A ta młoda,urocza dziewczynka? Nienawidzę takich.
Chyba wiedziała o co mi chodzi,ale wolała trzymać mnie w niepewności.
-Czy coś jej grozi?
-Spoko,jest za mała.Nie działa na nią moc,a jej demon jest za słaby by zaatakować.
Ulżyło mi.Jak dobrze,że Dove nic nie jest i na razie nie będzie.
-Tyle chciałaś wiedzieć?
Skinęłam głową,a Namrof zniknęła.I tak moja wyobraźnia nie dawała za wygraną i wychodząc z łazienki skierowałam się prosto do Dove.
-Dovi?
-Melanie?
Mała istotka ubrana w czerwoną sukienkę pobiegła prosto na mnie i mocno się do mnie przytuliła.Wzięłam ją na kolana,ale mojej uwadze nie umknęła rana na jej palcu.
-Dove,co się stało?
-Tio jak podniosłam tamten kfiatusek.Się wtiedi ukłułam w palec.Ale jus nie boli.
-To dobrze.Następnym razem pamiętaj,że niektóre kwiatki mają kolce.
Bawiłam się z Dove dopóki nie zawołano nas na obiad.Ohyda.Nawet nie wiem jak nazwać to coś co dostaliśmy na papierowych talerzykach.
-O jacie,co to jest?
Czyli Namrof może być też w mojej głowie.
-Jak ze mną pójdziesz będziesz jadła takie wyśmienite rzeczy.
Próbuje działać na moją psychikę.Serio myśli,że od jedzenia zgodzę się na demoniczną śmierć?Miałam na początku pomysł by zacząć myśleć o religii,kościele itp.by wygonić ją z mojego umysłu,ale uświadomiłam sobie,że wtedy mogłaby zabić mnie na miejscu.


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział 11

18 listopad,sobota
Nie mam pojęcia co napisać i w sumie się sobie nie dziwię.Zabrałam ze sobą scyzoryk i poszłam do mojego starego domu.Po dłuższym namyślę uznałam,że i tak nic nie napiszę.Wpadłam na pomysł,że zaniosę do szły ściętą niebieską różę.Bo tylko to mi zostało po mojej rodzinie.

20 listopad,poniedziałek
Ścięłam ją,ścięłam różę.To był największy błąd mojego życia...
*Tuż po ścięciu róży przede mną pojawiła się postać.Była ubrana cała na czarno,ale była podobna do mnie.
-Kim jesteś?
Dziewczyna złowieszczo się uśmiechnęła pokazując swoje nieskazitelne białe,zaostrzone zęby.
-Kim jesteś?
-Twoją bratnią duszą,drugą połową.Tylko tą gorszą.Jestem demonem.
Zamarłam.Chciałam krzyczeć,ale nie umiałam nawet otworzyć ust.
-Nie bój się mnie.Nic ci nie zrobię,na razie nic.
Usiadła sobie na cegle i poprawiła sznurówkę w glanie.
-O czym pogadamy?
-Sk...skąd...
-Się tu wzięłam?Demony powstają z łez,złości i nienawiści.To nas wypełnia.Płynie w nas niebieska krew.Każdy ma swojego demona,tak jak Anioła Stróża.
-Czemu zjawiłaś się teraz?
-Zjawiłam się w Halloween,ale twoi rodzice cię obronili.
-Chciałaś mnie wtedy zabrać?
-Chodź ze mną teraz.Tam jest pięknie.Będziesz miała dosłownie wszystko.
-Gdzie tam?Do piekła?
-Ja wolę na to mówić Królestwo Piekielne.To zabawne,że na Ziemi mówicie na Niebo,Królestwo Niebieskie,a to w nas demonach płynie niebieska krew.
-Zostaw mnie,proszę..
-O nie,tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.Ścinając tą róże zniszczyłaś moje dość spokojne demoniczne życie,teraz poniszczę trochę twoje.
-Ile będziesz je tak  niszczyć?
Chyba czekała na to pytanie,bo uśmiechnęła się jeszcze szerzej.Wyciągnęła rękę,która dotychczas przebywała w jej kieszeni,a nad nią ukazało się to samo niebieskie światło,które widziałam tu w nocy.
-Będę,aż zaczniesz mnie błagać oto,by dotknąć blasku i razem ze mną udać się tam,gdzie nasze miejsce.
-Nie!Obiecałam rodzicom,że nigdzie się stąd nie ruszę!
Poczułam nagły ból w okolicy serca.Był nie do zniesienia.Wiedziałam,że to mój sobowtór mi go sprawia.Kiedy ruszyła lewą ręką ból był na przemian mocniejszy i słabszy.
-Zapamiętaj,że nie warto podnosić na mnie głosy.Demony tego nie lubią.Jedno moje skinięcie palcem,a ból z każdym krzykiem będzie mocniejszy,aż w końcu się zabiję.
Mówiła to z takim spokojem.Panicznie się jej bałam,ale próbowałam jej tego nie pokazywać.Nie dam za wygraną tak łatwo.

sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział 9

10 listopad,piątek
Poszłam dzisiaj o kulach na miejsce mojego starego domu.Bardzo mi się nudziło,a pani psycholog pozwoliła mi się gdzieś przejść.Siedziałam sobie tak na kawałku pozostałej ściany chyba od sypialni rodziców.Wszystko do około żyło dalej,a to miejsce jakby zamarło.Czułam,że ktoś mnie obserwuje,ale nie bałam się.Wiedziałam,że to tata.Nie zdziwiło mnie nawet to,że w miejscu gdzie w Halloween lewitowało niebieskie światło,rośnie teraz niebieski kwiat,chyba róża.

11 listopad,sobota
Trochę mi głupio,bo teraz Maggie sprząta cały nasz pokój.Tłumaczyłam,że nawet w gipsie mogę posprzątać,ale wychowawczyni wydarła się na mnie że jak coś mi się stanie,to ośrodek nie ma pieniędzy na moje leczenie.Na leczenie nie ma,ale na nowe stroje dla wychowanków już się znalazły.



13 listopad,poniedziałek
Świetnie,po prostu świetnie.Prezydent miasta nakazał każdemu wychowankowi Domów Dziecka w Nowym Yorku uczęszczać do normalnej szkoły!Mamy chodzić tam od jutra.Na dodatek ja jutro mam ściągnięcie gipsu.Do nowej szkoły pójdę od razu z zaległościami.

Później
Maggie tak wkurzyła ta sytuacja,że po zebraniu wpadła wściekła do pokoju.
-Durny prezydent!Po co mamy tam chodzić?!Mieliśmy lekcję tutaj i było dobrze,więc o co chodzi do cholery?!
Zatkało mnie.Rozmawiałam z Maggie z sześć razy przez te całe 2 lata,ale nigdy nie widziałam jej takiej złej,nie miałam pojęcia,że ona w ogóle umie krzyczeć.

czwartek, 7 stycznia 2016

Rozdział 8

7 listopad,wtorek
Odkąd mała Dove wie o mojej złamanej nodze kilka razy dziennie przychodzi do mnie i maluje mi na gipsie motylki.

Później
Dove powiedziała dzisiaj bardzo piękną i wzruszającą rzecz:
-Dovi czemu malujesz tylko motylki?
-Bo psypominają mi mamusie.
-Ale motyle?
-Mama powiedziała do mnie,se motyle to nadzieja,a potem jus nie zyła.
Popłakałam się.Ona ma tylko 2 latka,a rozumie więcej ode mnie.Powiedziała mi potem,że to,że trafiła akurat do "Domu Motyli" nie było przypadkiem.Dove czuje,że mama ją tu przyprowadziła.Mam wrażenie,że ona żyje dla motyli,a ja dla niej.



9 listopad,czwartek
Lekarz powiedział,że moja złamana kość dobrze się zrasta i na początku przyszłego tygodnia będę miała zdjęty gips.To dobrze bo jest mi bardzo niewygodnie.


środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 7

3 listopad,piątek
Dzisiaj już wszystko wróciło do normy.Większość dzieci chodzi po ośrodku uśmiechniętych i wszędzie słychać brzęk plastikowych filiżanek i krzyki maluchów.



5 listopad,niedziela
Wstałam dziś o 8,zjadłam śniadanie i razem z 10 dzieci poszliśmy do kościoła.Całe popołudnie spędziłam na zabawie z 2letnią Dove.Jest taka kochana.Cały czas śpiewałyśmy i grałyśmy w teatrzyk.



6 listopad,poniedziałek
Najgorszy dzień w moim życiu...no,może drugi najgorszy.
Dziś schodzą ze schodów Daniel z całej siły mnie popchnął i zleciałam na dół.Noga złamana.Jezu jak ja go nienawidzę.Oczywiście jemu nic nie zrobiono.Powiedział,że to był zwykły wypadek,a ja mogłam bardziej uważać,a na koniec i tak ułożyło się tak,że to była moja wina.

Rozdział 15

 22 listopada,środa
Dzisiaj poszłam do szkolnego psychologa.Liczyłam głownie na to,że ten specjalista będzie bardziej mną zainteresowany niż pani psycholog z ośrodka.Było na prawdę super.Dużo rozmawialiśmy i rozwiązywaliśmy różne ciekawe testy.Super trwało jakieś 10 minut,gdyż potem do akcji wkroczyła Namrof i w głowie wyśmiewała każdą moją odpowiedź i każdy wynik z testu.Doprowadzała mnie do szału,ale taki właśnie był jej cel.Pan Mark zauważył,że coś jest nie tak i powiedział,że na dzisiaj koniec zajęć,ale mogę do niego przychodzić w każdej chwili,z każdym problemem.Wychodząc z gabinetu poszłam do szkolnej toalety.
-Dobrze się bawisz?
Po sekundzie w lustrze pojawiła się Namrof.
-Jasne,a jak myślisz?
-Chcesz doprowadzić mnie do szaleństwa.
-Chce.
Nie nawidziłam tego szyderczego uśmiechu i wzroku pełnego wygranej.





24 listopada,piątek
Dzisiaj zagadała do mnie Laura Lynch.Już wiem czemu wydawała mi się taka znajoma.Jej mama jest najlepszą przyjaciółką mojej siostry Mayi.Nie wiedziałam czy się cieszyć,czy nie.W sumie może w końcu dowiem się co dzieje się teraz z moją siostrą.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Rozdział 5

31 październik,wtorek HALLOWEEN
Do moich piegów i prawie rudych włosów pasuje tylko przebranie Pipi Lanstrum...
Mamy czas na cukierkowanie od 18 do 22.Uwielbiam w Nowym Yorku to,że w Halloween zawsze coś dostaniesz.Dorośli rutynowo otwierają drzwi,rzucają batona lub dolara,zamykają drzwi i wracają do swojego żucia.Nikogo nie obchodzi to,że jesteś z domu dziecka.Postanawiam halloweenować godzinę.Całkiem nieźle mi poszło.Mam całą torbę słodkości i 25 dolarów.O 19 odłączam się od grupy i skręcam w Snowstreet.Z daleka widać pozostałości mojego starego domu.Ale jednak coś mi nie pasuje.Podchodzę bliżej i zauważam małe,migające światełko.O o chodzi?Nagle dopada mnie ogromna chęć złapania tego światła.Wyciągam rękę,ale słyszę krzyk:
-Nie rób tego!
Szybko odwracam się,ale nikogo nie widzę.Po chwili znowu wraca chęć posiadania tego świetlika.
-Proszę,nie rób tego Melanie.
Ponownie się odwracam i widzę...
-Tata?
To on.To na prawdę on,ale jakby młodszy.
-Córeczko ty mnie widzisz?
-Dla...dlaczego miałabym się nie widzieć?
-Bo jestem umarłą osobą,samą duszą.
Nie wytrzymuje i podbiegam by się przytulić.Wtedy nagle ten "cień" znika,Znowu jestem sama.Wraca potrzeba dotknięcia światła,ale wtedy zza niego wyłania się postać mamy.
-Melanie?
-Mamo...
Idę powoli,ale po przestąpieniu paru kroków coś blokuje mi drogę.
-Mamo,co się dzieje?!
-Opuszczę barierę,ale nie możesz się do mnie zbliżyć,obiecaj.
-Ale dlaczego?
-Obiecaj.
-Obiecuję.
Bariera znika i mama się przysuwa.
-Czemu tata zniknął?
-Bo chciałaś go dotknąć.
-Nie rozumiem.
-Jesteśmy duszami,nie możemy dać się zobaczyć.
-To czemu ja was widzę?
-Jest Halloween.To święto ma moc dla duchów.
-A to światło?
Obie patrzymy na lewitujące niebieskie "coś".
-To była próba.
-Próba na mnie?
-Tak.Gdybyś dotknęła go mogłabyś pożegnać się z życiem na Ziemi.

Rozdział 4

22 październik,niedziela
Zbliża się Halloween,więc chyba nikogo nie zdziwiło przemówienie księdza na temat tego pogańskiego święta.
"Nie słuchajcie tego,nie kupujcie dyń,nie wierzcie diabłu,nie dajcie mu wejść do swoich domów!"



23 październik,poniedziałek
Jakie to śmieszne.Wczoraj całą grupą byliśmy w kościele i słuchaliśmy o tym pogańskim święcie,a dzisiaj w Domu Motyli wycinami dynie i zawieszamy sztuczne pajęczyny chociaż nie brak nam tych prawdziwych.



30 październik,poniedziałek
Szczurom (tak teraz nazywam swoich prześladowców) wreszcie się dostało!
Ukradli mi pamiętnik.Nie wytrzymałam i poszłam powiedzieć o tym pani psycholog.Oddali mi go,ale w środku znalazłam kartkę:
"Jeżeli myślisz że przegraliśmy to się mylisz... XxX"

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 10

14 listopad,wtorek
Wszyscy poszli do szkoły w nowych mundurkach,z nowymi książkami zapakowanymi w nowe plecaki.Ja natomiast jechałam w starych ciuchach,w starym samochodzie,do starego szpitala.

2 godziny później
Lekarz był taki miły,że pozwolił mi zachować fragment gipsu,gdzie razem napisałyśmy z Dove słowa :"Butterfly is hope".Mała na pewno się ucieszy.Wszyscy są w szkole,więc korzystam z całkowitej ciszy panującej w ośrodku.Nastawiam się psychicznie na jutrzejszy dzień."Szczury" na pewno znaleźli sobie jakiś kolegów,a to oznacza jedno-więcej osób,które mnie nienawidzą.


15 listopad,środa
Nie myliłam się.Szczury nastawiły na mnie już całą klasę.Oczywiście mam takie szczęście,że z całego ośrodka jestem w klasie tylko z nimi.W mojej klasie jest też niejaka Laura Lynch,która jest jedyną osobą,która się ze mnie nie śmieje.Dziwnie się mnie przyglądała,ale nic się nie odezwała przez cały dzień.


16 listopad,czwartek
Całą noc ta dziewczyna nie dawała mi spokoju,mam wrażenie,że skądś ją znam.Tylko skąd?

Później
Czuję,a raczej mam pewność,że w tej szkole pracują sami idioci.Zadali nam do napisania wypracowanie na temat rodziny.Klasie,gdzie są dzieci z domu dziecka,bez rodziców.Brawo dla nich za pomysłowość.


Rozdział 6

Później
Siedziałam na cegle i patrzyłam raz na mamę,raz na światło.Mogłam tam skończyć swoje życie i być z nimi raz na zawsze.
-Wiem,o czym myślisz córeczko.Proszę nie rób tego.
-Nie widzisz jak wygląda moje życie?!Wszyscy mnie nienawidzą,nikogo nie obchodzę!Chcę być z wami.
-Twoje życie będzie jeszcze piękne.
Nie wiem czemu ale uwierzyłam jej.Odsunęłam od siebie myśl o niebieskim świetle.
-Czy śmierć boli?
-Nie mniej niż pobieranie kwi,ale nie wiecęj niż operacja bez znieczulenia
-Zabawna metafora.
Powiedziała to i po prostu rozpłynęła się,zostawiła mnie samą.


1 listopad,środa WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH
Dopiero dzisiaj rano dotarły do mnie wydarzenia wczorajszego dnia.Widziałam rodziców,a raczej duchy.Czyli oni na prawdę nie żyją.Po dwóch latach mogłam w 100% uczestniczyć w uroczystościach Wszystkich Świętych.Pogrzeb rodziców był według mnie wyimaginowany,bo po co trumny skoro i tak były puste?Do ośrodka wróciliśmy o 17 i każdy miał czas dla ciebie,trochę czasu każdemu się przyda.Zwłaszcza w taki dzień jak dzisiejszy.

Rozdział 3

20 październik,piątek
Jak w każdy piątek musimy sprzątać nasze pokoje.Ja za karę mam pomóc jeszcze w sprzątaniu świetlicy.Szybko zjadłam śniadanie,które stanowiło trzy kanapki z jakąś papką nieznanego pochodzenia i stawiłam się w świetlicy.Moi prześladowcy nie dali za wygraną.Tuż przed moim przyjściem powyciągali wszystko co się dało z szafek i półek i porozrzucali po całym pomieszczeniu.Czuję się jak Kopciuszek,który musi sprzątać po swoich przybranych siostrach.



21 październik,sobota
Wczoraj sprzątając pokój znalazłam fragment gazety sprzed dwóch lat.Dopiero dzisiaj miałam okazję go przeczytać,bo cały wczorajszy dzień spędziłam na porządkowaniu świetlicy.
"Halloweenowe przypadkowe (?) zabójstwo"
Taki tytuł miał artykuł opisujący śmierć moich rodziców.
"W Halloweenowy wieczór w spokojnej dzielnicy Nowego Yorku doszło do tajemniczego pożaru domu przy ulicy Snowstreet 63.Z ustaleń straży wynika iż powodem pożaru był wybuch petard połączony z podpalonymi halloweenowymi dyniami.W pożarze zginęli 53letnia Abigail i 56letni Nate Formanowie.Ich 10 letnia córka Melanie była w tym czasie poza domem tak samo jak druga z córek.Aktualnie policja i prokuratura podejmują próby odnalezienia sprawców tej tragedii."
Wszystko stało się w Halloween,a najbardziej tajemnicze jest to,że ciał moich rodziców nie odnaleziono.Rzeczywiście w czasie pożaru nie było mnie w domu.Nocowałam trzy domy dalej u Lily Smith.Chyba do końca życia będzie mi towarzyszył ten huk wybuchu i obraz palącego się domu.Tuż po tragedii mieszkałam tymczasowo u pani Smith i nocami wymykałam się by szukać w ruinach spalonego domu...czego? Sama nie wiem.Najbardziej chciałam znaleźć coś co dałoby mi pewność tego,że rodzice byli wtedy w domu.Bo jak wyjaśnić fakt,że ich ciał nie znaleziono? Ludzkie ciało nie może spłonąć w całości.Myślę,iż fakt,że stało się to właśnie w Halloween ma duże,bardzo duże znaczenie.

środa, 30 grudnia 2015

Rozdział 2

Cały wczorajszy dzień spędziłam na słuchaniu jakie to są ze mną kłopoty. Z samego rana wpadł do pokoju Daniel:
-Oh,jak się brzydko dzisiaj zachowałaś.
-Co tym razem zrobiłam?
Uśmiechnął się szyderczo i kucnął naprzeciw mnie.
-Wrzuciłaś zdechłego szczura do kuchni.
Patrzę na niego i wyobrażam go sobie stojącego nad przepaścią.Przerażonego.
-Zrozumiałaś?
Nie odpowiadam,więc łapie mnie z całej siły za włosy.
-Zrozumiałaś?
-Oczywiście.
Usatysfakcjonowany moją odpowiedzią puszcza mnie i wychodzi z pokoju.Maggie odsuwa książkę od twarzy,patrzy na mnie z wyrzutem i wraca do lektury.Po kilku minutach słyszę krzyk wychowanki:
-Melanie Forman,do mnie!

3 GODZINY PÓŹNIEJ
Przez godzinę musiałam się tłumaczyć dlaczego to zrobiłam,co ze mną jest nie tak,czemu sprawiam tyle kłopotów.Kolejne dwie spędziłam u psychologa.Kazała zrobić mi jakieś testy na osobowość,a na koniec spotkania dała mi do przeczytania "Tam gdzie spadają Anioły".Bez sensu.Nie miałam pojęcia,że Maggie też chodzi do psychologa,ale teraz to wiem,bo dostała od niej tą samą książkę.

wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział 1

17 październik,wtorek
Trudne jest życie w domu dziecka...Choć może najpierw powinnam opisać,czemu jestem właśnie tu.
Mam na imię Melanie,nazwisko Forman.W wieku 10 lat trafiłam do domu dziecka,teraz mam 12 lat.Mój brat zmarł na białaczkę,kiedy miała 4 miesiące,a rodzice spłonęli w pożarze 31 października.Dokładnie w Halloween co za ironia.Mam jeszcze starszą siostrę Mayę,ale po śmierci rodziców wyprowadziła się z kraju.Nie może mnie adoptować,bo podobno wpadła w problemy z alkoholem i narkotykami. Mój dom dziecka nazywa się "Dom Motyli",na moim miejscu nazwałabym go "Domem nietoperzy" lub po prostu "Więzieniem".Pokój dzielę z niejaką Maggie.Jest jedyną osobą,która mnie nie prześladuje,jest bardzo skryta,praktycznie nic nie mówi.Moi najwięksi wrogowie tutaj to: Peter,Steve,Liam i Daniel. Tępią mnie za wszystko,biją,wyzywają,poniżają,uważają się na najlepszych.Nasze opiekunki nie zwracają na to uwagi,widać,że nienawidzą tej pracy.W końcu wyglądam na osobę,którą łatwo się pomiata.
Lista rzeczy charakterystyczne dla mnie:
1.Długie,kręcone kasztanowe włosy.
2.Piegi na całej twarzy.
3.Nigdy się nie odzywam.
4.Według opiekunów jestem "trudnym dzieckiem".
5.Fajtłapa.
Punkt 4 odnosi się do tego,iż wszystko co zrobią moi prześladowcy mam brać na siebie.To ja jestem zła,a oni to aniołki.Raz nawet pani Marie wysłała mnie do psychologa.Ta pani również nie okazywała dużego zainteresowania mną,ale przynajmniej dała mi ten pamiętnik.Powiedziała,że zamiast ciągle robić kłopot,mam zapisywać wszystko co mnie denerwuje w tym  zeszycie.Jeżeli Peter lub Liam go znajdą będą mieli ze mnie niezły ubaw.